Prawie zeszłam na zawał. Spotkałam ostatnio tylu znajomych, że sama się zdziwiłam. No, ale może nie powinnam. Jakby nie było zaraz zaczyna się szkoła. Trzeba wracać do miasta i się uczyć. Ja aktualnie podchodzę do tego z uśmiechem, ale co będzie za dwa, trzy miesiące.. Wole nie myśleć.
Aneta, Weronika, Martyna, Wiśnia, Paulina.. Tą spotkałam idąc na spotkanie. Szok totalny! Przedstawiła mi swojego chłopaka.. Nareszcie! Na zdjęciach wyglądał lepiej. Ale nadrabia wszystko charakterem. Pasują do siebie.. Dostałam nawet zaproszenie na grilla. Tak, żeby pogadać, poznać co nowego u nas.. Ale podobno miało być tak od huja ludzi, więc grzecznie zrezygnowałam.
A co do " feralnego " spotkanie z Kucharem i wyżej wspomnianą Anetą.. Powiedzmy, że było fajnie. I co z tego, że powiedziałam mniej niż 20 słów. Zdziwiło mnie, że przywitał się ze mną buziaczkiem.. Rozumiem, że z Anetą się witał i pewnie nie chciał, żebym źle się czuła, że ze mną się tak nie witał, ale.. Właśnie wtedy dziwnie się czułam. Tak szczerze, to za dużo fajnych rzeczy się nie dowiedziałam, ale nie nudziłam się chociaż. Na koniec odprowadziliśmy Anecie do domu, a sami pojechaliśmy autobusem. Chciałam nawiązać rozmowę, ale jakoś od niego chęci nie widziałam. Więc zaprzestałam prób. Oczywiście na koniec buziaczek. Nie poznaję go..
No, i znając moje szczęście, wychodzę z autobusu i kogo widzę.. Groszek! Ja do niego "Hej, gdzie idziesz ?", a on najpierw grzecznie buziaczek, a potem odpowiedź. Zostałam wmurowana w chodnik.. Ratuj Kami-sama, Jashinie, Szatanie! Potem kolejna zadziwiająca wiadomość.. On stara się o czerwony pasek.. Boże, Jezu, Matko Święta.. Tasukete! No i wreszcie przyszedł jego kumpel.. I każdy poszedł w swoją stronę.
Mam nadzieję, że nie spotkam nikogo więcej.. Przechodząc pod Jego balkonem spojrzałam w górę. Zawsze tak robię, przyzwyczajenia sprzed roku czy dwóch. " Ech, gdybyś teraz tam był.." Ha, kurwa i jak na zawołanie zauważyłam rączki na poręczy, a potem jego przystojna twarz ujrzała światło dzienne. O mało co się nie zatrzymała. I potem mnie zauważył i pomachał. Odmachałam mu i uśmiechając się. Dzięki Bogu, że są między nami jeszcze jakieś przyjacielskie stosunki..
Al potem było już tylko lepiej. Nie spotkałam nikogo do końca dnia. Kupiłyśmy Berze ekstra prezent ( niebieską spódniczkę w Stradivariusie i różowe kajdanki w Empiku ). Potem doszłyśmy do Maca, ale jako, że obie trzymamy dietę poszłyśmy tylko na McFlurry, zamiast na cały zestaw złożony z Nuggetów, dużych frytków i coli.
~~~
Dzisiaj załapałam lenia.. Nie żeby coś nagle mi wyskoczyło. Miałam go zaplanowanego. Po tygodniu całej bieganiny czas na jakiś mały odpoczynek.
Znaczy się.. Tak naprawdę leń polegał na tym, że spędziłam ten w domu nie ruszając się przed kompa. Nie wyszłam nawet po głupią śmietanę dla mamy. A co!
Chociaż tak szczególnie aż nie leniuchowałam. Znalazłam 3 stare, ale jak że ważne dla mnie anime, z czego jedne całe ściągnęłam i obejrzałam prawie że do końca; przeczytałam 9 Chapterów także znanej mi, starej mangi.. Z czego jeden był po angielsku, więc pouczyłam się go trochę. Przecież niedługo szkoła, trzeba być gotowym..
Ale śnił mi się chociaż fajny sen. Jechałam super-extra-zajebiście-luksusowym pociągiem. Kurna, wydawał się jakiś taki strasznie szeroki. I było tam strasznie dużo postaci z anime.. Pamiętam niestety tylko Neji'ego. Nio, a potem był następny sen. Kiedy to Naru pytał się Itasia, kogo on się boi. No to Itaś powiedział, że narysuje.. Nie mam pojęcia czemu był tam też Kakashi, który rysował i to jeszcze ubrany w różową kieckę z falbankami! Hmm.. Najpierw to dzieło wyszło jak Sakura. Ale to nie o nią chodziło.. Niom i potem wyszedł Jiraya. Moje sny są zjebane, wiem o tym..
~~~
Dziś.. A tak. Dziś Bera robiła swoja imprezę urodzinową. I kij, że jej urodziny są jutro. Ale jak to zawsze bywa.. Jutro jej rodzina na chatę się zwala i biedaczka nie może. Najpierw spotkałyśmy się i poszłyśmy na piechtę do Wp. Potem poszłyśmy do tej " restauracji " Pizza Mizorio.. Czy jakoś tak. W każdym razie, dobra była ta pizza. Zamówiłyśmy Amerykańską Ostrą. Ciasto było przepyszne. Chyba kiedyś mamusię tam na Margarittę zabiorę. Potem był Grycan, buty w Daishmanie.
A na koniec poszłyśmy do parku obok wejścia. Na sam koniec. Hehe, i były sweet focie z kajdankami. Zdziwiłam się, że moja komórka może robić takie zdjęcia. Przyłapały nas na tym dwie osoby.. Jakaś facetka i strażnik, który śmiał się z nas. A potem znowu, na piechtę, poszłyśmy na Moczydło. Usiadłyśmy sobie na ławce i gadałyśmy, gadałyśmy.. i gadałyśmy. Było duuużo sekretów i podtekstów ( czyli rzeczy, które najbardziej kocham ). Nareszcie dałam Adze Merci.. Jeszcze został tylko Kubek dla Bery.
Uśmiałam się dzisiaj.. Chyba nawet za dużo. Czas wracać do rzeczywistości i przestać żyć wakacjami. Kończymy z animkami całymi dniami i bierzemy się za książeczki. Słownictwo musi być, un!